2009-08-12
I znów samotna noc.
No właśnie
<<<<<<<<<<<<A księżyc lśni i łańcuch drży
I bestia nie chce spać
Sam nie wiem ile już obietnic dałem Ci
Lecz nie umiałem spełnić ich
Na kolanach mógłbym wołać: Wracaj !
Ale nie zwojuję nic
Mógłbym pełzać do Ciebie
I warować u stóp
Przed Twym pięknem skamleć do utraty tchu
Palce wbijam w Twe serce
Pościel w strzępy rwę
Błagam Cię!
Na tyle mądry i piękny to nie jestem, żeby to napisać.
To Leonard Cohen
2009-08-09
Takie nocne marudzenie
No tak.
<<<<<<<<<Patrząc dziś na życie z poziomu wanny, uzyskałem nową perspektywę.
Ten punkt widzenia po powrocie do domu bardzo mi odpowiada.Obraz rozmydlony jak mydło różane użyte do kąpieli i na nic krople Visin.Nic tu nie pomoże żadna kropla. Najwyżej może pogorszyć mój stan kropla szamponu spływająca do oczu. Ta tocząca się po czole kropelka,otoczona bąbelkiem piany, zatrzymująca się na brwiach, potem spływająca po powiece, hamująca na rzęsach i nagle... Nagle to potworne szczypanie, które powoduje gwałtowny odruch zamykania powiek, tarcia oczu i pojawiających się łez. Chlapanie wodą wokół siebie i po twarzy niewiele daje, a oczy pieką. Obraz jest zamglony i niewyraźny. Wszystkie dalsze obiekty są rozmyte, rozmazane jak obrazy Cezann'a. Nic dalej nie widać a najważniejszy staje się najbliższy punkt odniesienia.Krawędź wanny staje się ostatnią deską ratunku, której można się chwycić, aby na oślep dotrzeć do ręcznika wiszącego tuż obok.
Lub dłoń podająca ten ręcznik, by w panice dalej przecierać oczy. Nie ze zdziwienia lecz z ogólnej chęci widzenia.
Tylko po co patrzeć dalej jeśli za oknem piękna Pani Zima zamieniła się w szaroburą Starą Pluchę? Po co patrzeć poprzez tłum ludzi idących Floriańską na Kościół Mariacki? Po co stawać na Błoniach przy Aleji i spoglądać na Kopiec Kościuszki? Zachwycać się tym co jest daleko? Starać się być dalekowzrocznym, wszechwiedzącym i wszystkowidzącym? Przecież można stanąć na Rynku i widzieć Wieże dwie bez tych tłumów, pójść pod Kopiec, ale nie jak Dulski tylko naprawdę.
I dlatego nie jest ważne to co będzie za rok, za pół roku. Ważne jest dziś, jutro, pojutrze. Ważny jest przyszły tydzień i Ci którzy są najbliżej mnie. A Tych osób jest niewiele. Właściwie ile? Cztery? Za wiele? Trzy? Za dużo? Dwie? Nadto?
Jedna? Może choć to w sam raz! Nie? Też za mnogo?
Właśnie, że nie!
Myślę że nadmiar może zmęczyć mnie i moje oczy tak jak tak kropla szamponu. Mogę póżniej nie trafić w ręcznik. Ale jeśli będzie ta jedna osoba przy mnie, to żaden nadmiar nie jest mi straszny. Niech te krople szamponu spływają po mnie,rozbryzgują się po ścianach wokół, spadają na podłogę za wanną. Jeśli tylko będzie ta dłoń z ręcznikiem. Drobna i krucha dłoń z palcami jak trzcinki, nad jeziorem stojące i pod każdym najlżejszym podmuchem wiatru chylące się ku tafli wody.
Taka Kochana Maleńka Dłoń.